Razem posiorbaliśmy
Ale nie chcemy niczego wypluć!
Mamy tak wiele wspólnego, że aż głupio wymieniać – no ale coś wspomnimy, żebyśmy nie wyszli na gołosłownych. Łączy nas owoc – i udało nam się ułożyć życie tak, żeby fascynację nim przekuć w pracę. Używamy podobnych określeń, podobne znaczenie ma dla nas terroir, a gdy chcemy ocenić sensorykę naszego produktu – wpierw posiorbiemy, a potem wyplujemy. Ich interesuje głównie miąższ, nas pestka. Barczentewicz zajmuje się winem, a my – kawą. A tu razem ogarnęliśmy świetny, wspólny projekt!
Z winnicy trafiły do nas beczki Dobre Modre, do których my zapakowaliśmy Etiopię Teberek oraz Kenię Wanrich. I tu się zadziało! Dzięki wykorzystaniu beczek po winie, udało nam się wydobyć z kawy zupełnie inne nuty niż w przypadku maceracji ziaren z ciężkimi alkoholami. Nuty alkoholowe nie dominują tu naparu, który zachował swój naturalny charakter – wzbogacają go. Duch owocowości szaleje po filiżance jak po dojrzałych zbiorach w winnicy.
Myta Etiopia nabrała dzięki beczce bardziej wyrazistego charakteru – znajdziesz w niej wiele słodyczy, zwiewną cytrusowość uzupełnioną o nuty korzenne. Choć tego wymaga sztuka – to się chce pić, nie wypluwać!

