Darmowa dostawa od 99 zł!

Up

Dawid – pocztówka z Rwandy

Roaster patrzy

Zanim opowiem trochę szerzej, bardziej konkretnie o tym, co tam robiliśmy, chciałem na zajawkę podrzucić kilka takich wrażeń, które mogłem wynieść z całej podróży.

Nie za bardzo umiemy usiedzieć w miejscu

Z kawą z Rwandy od 1000 Hills pracujemy od bardzo dawna, teraz mogliśmy poznać ją dużo lepiejDo Rwandy zaprosiło nas 1000 Hills nas nasz importer, z którym HAYB pracuje od początku istnienia, a ja w sumie od pierwszych kroków z paleniem kawy, bo z Michałem Wyroślakiem i Ivanem Shemą miałem okazję pracować jeszcze w Krakowie. 

Trudno było z tego zaproszenia nie skorzystać -  nie za bardzo wyobrażamy sobie taką sytuację, w której stajemy w miejscu. Myśleliśmy trochę, a propos tej podróży, co moglibyśmy zrobić z Owocem, żeby był jeszcze lepszy. Mamy już całkiem dobrze zorganizowany proces po naszej stronie i stwierdziliśmy, że moglibyśmy przyjrzeć się procesom w wandzie, żeby wykombinować coś jeszcze lepszego. Mieliśmy plan, żeby w Rwandzie wybrać ziarno, zobaczyć, jak się wszystko odbywa w stacjach myjących, z których mamy kawkę. 

To oczywiście dopiero starterek.

Fot. Ewelina Sas

Bardzo porządnie!

To, co zaskoczyło mnie w Rwandzie, to porządek i organizacja. W Meksyku i Gwatemali chyba było nieco więcej wyluzowania i nie robiło to wrażenia aż tak skrupulatnie uporządkowanego procesu. To może wynikać z tego, że w Ameryce Południowej mamy bardziej do czynienia z procesem zamkniętym w obrębie jednej farmy. Tu wielu farmerów dostarcza kawę do jednej stacji myjącej, od której kawa wędruje do nas, stąd (ciekawostka) w nazwie kawy z Rwandy, zwykle mamy stację myjącą i obróbkę, a nie nazwę konkretnej farmy. 

Miałem też wrażenie większej radości - nie wiem, może trafiliśmy akurat na taki moment, ale wydawało mi się, że wszyscy, których tam spotkałem, lubią swoją robotę. Wydawało mi się, że kobiety pracujące przy stołach zwyczajnie czują się częścią tego kawowego community, a nie robią to tylko po to, żeby mieć źródło dochodu. 

Menedżerowie stacji myjących też wydawali się żyć tym i fajnie się z nimi wymieniało informacje, bo oni też ciekawi są odbioru ich produktu, więc byli otwarci na nasze pomysły. 

Fot. Ewelina Sas

Jednym słowem? PIĘKNIE!

Objechaliśmy Rwandę całą, bo chcieliśmy lepiej zrozumieć ten kraj. Oprócz Rushashi byliśmy w Muhondo, Kopakamie i Mahembe. Niesamowita przyroda, która zapierała dech w piersiach, już jadąc do Rushashi, ciągle w górę, mieliśmy sporo wrażeń - wysokość 2500 m n.p.m. sprawiała, że mój zegarek biegowy zaczynał wariować.
Bycie w tych miejscach pokazuje nam, ile pracy wkłada się w to, żebyśmy mogli dostać TAKI produkt. Ale o tym jeszcze poopowiadam!