Prezent bez siary!
Największy offroad życia, kawa prawie od Bad Bunny’ego i obiad z całą rodziną. Jest nieźle.
Ho Ho Ho, a może oh oh oh, bo o tej kawie mógłbym napisać książkę. Odwiedzenie tej farmy to był mój mokry sen, nie ukrywam. Miałem o tym miejscu i ludziach jakieś wyobrażenie. W końcu to farma, która wygrywa Cup of Excellence (taka olimpiada dla ziarenek kaw). Z tym miejscem współpracują największe palarnie na całym świecie. No ogólnie topka topków. Hit. Dostaliśmy lokalizacje, gdzie mamy dojechać na spotkanie, trasa miała prowadzić skrótem i w kilka chwil mieliśmy pokonać dzielące nas 50 km. Ta droga to był największy off-road, jaki w życiu przeżyłem. Po ciemku. W małym samochodzie, z czterema osobami na pokładzie. Było strasznie. Było zabawnie. Było warto. Dojechaliśmy do restauracji, w której przywitał nas Antonio. Antonio nie wyglądał, jakby miał cokolwiek wspólnego z uprawą kawy. Wyglądał raczej na muzyka ze świty Bad Bunny’ego. Kolejny Hit. Kolacja i spotkanie było świetne, ale to było powiedzmy 1 na 10 w porównaniu do kolejnego dnia.
A kolejnego dnia odwiedziliśmy farmę Corazon De Jesus, La Torre i El Salitre. Po farmach Johny i Antonio przygotowali dla nas cupping, a po cuppingu obiad, na którym była również cała ich rodzina. Kawa kawą. Wiadomo, ta Geisha była jedną z najlepszych, jakie w życiu piłem. Ale to, co działo się dookoła tego wyjazdu, sprawia, że piszę to i się śmieję w głos. Wiem, że tam wrócę, żeby im podziękować za to wszystko. Chętnie przekażę Wasze komentarze na temat tego ziarna. Dla mnie to smak czegoś wyjątkowego. I jak pisałem na naszym blogu po powrocie z Kostaryki, wybór kaw dla HAYB to moja największa zajawka, ale koniec końców wybieram kawy dla mojej żony. To znaczy — wybieram kawy tak, żeby nie było siary przed najważniejszymi osobami w moim życiu.

