Zapnij pasy.
Ta kawa przeżyła niezłą podróż, a my razem z nią. W pakiecie nuty mandarynki, jabłka i karmelu.
Ten lot ściągneliśmy od importera, z którym pracujemy od lat, Falcon Coffee, który często zaopatruje nas w naprawdę solidne kawy. Ziarna pochodzą od różnych rolników z okolic La Coipa w dystrykcie San Ignacio. Tamtejsi producenci sami zbierają i obrabiają swoją kawę, a potem suszą ją tradycyjnie na patio wyłożonym porządną folią.
Cały proces wygląda mniej więcej tak: po zbiorach wiśnie kawowe odpoczywają sobie 24 godziny (tak, nawet kawa potrzebuje chwili wytchnienia), potem usuwa się floaters (na polskie by było: „pływaki”), czyli te słabsze owoce, co to nie umieją tonąć*. Następnie miażdży się wiśnie, aby wyciągnąć pestkę i zostawia do fermentacji na 24 do 36 godzin. Po tym wszystkim kawa suszy się na spokojnie przez 10 do 14 dni.
Kiedy już wszystko wyschnie na tip-top, rolnicy przywożą kawę w pergaminowej łupince do magazynu Falcon Coffee w Jaén. Tam Falcon robi podwójną kontrolę jakości – najpierw sprawdza fizycznie (czyli wygląd i ogólna forma), a potem sensorycznie. Jeszcze tego samego dnia rolnik dostaje cenę zależną od wyników, a przelew śmiga na konto.
Na koniec, żeby kawa nie straciła formy w drodze do młyna i dalej w świat, pakowane jest wszystko jeszcze raz – tym razem w dodatkowy plastikowy worek. Bo wiadomo, kawa też lubi mieć luksusową walizkę na podróż.
*Jeżeli wiśnia jest odpowiednio dojrzała i ma w sobie wszystko, czego potrzebujemy, to w wielkiej wannie, do której są one wrzucane, te dobre idą na dno, a „pływaki” są odławiane i one trafiają do kaw drugiej lub trzeciej kategorii.

