Proste przyjemności!
Taki teleport w miejsca szczęśliwe.
Gdy na jesienną chandrę nie działają już nawet memy z ulubionych stron, kawy – takie jak ta – pomagają przetrwać dzień. To powiew lata, romantyczny zachód słońca, dzień w ogrodzie babci. Właściwie tutaj mógłbym zakończyć ten opis, bo na pewno masz przed oczami swoją idylliczną krainę…
Lubię kawy z Kenii, bo ten kraj kojarzy mi się z kolebką biegania, w które jestem trochę wkręcony, a do którego w jesień tak ciężko się zebrać. Dni, w które mam trening, staram się zorganizować tak, aby przed wyjściem z pracy w batchu mieć już zaparzoną Keniuszkę. Może to głupie – ktoś może tak pomyśleć – ale pomaga mi to założyć w domu biegowe buty i wyjść pokręcić parę kółek.
Wybacz prywatę, ale ta kawa jest tak dobra, że nie ma co nad nią strzępić języka, pisać o najdojrzalszych wisienkach i ręcznym zbieraniu każdej z nich. Tego trzeba spróbować i teleportować się z jesieni w objęcia wiosny.
Pozdrawiam z hamaka w ogrodzie babci!

