To pierwszy taki Barrel Aged
Taki, czyli jaki? A no taki, że NIE-PIWNY. Powtarzamy: NIE-PIWNY.
Jakkolwiek uwielbiamy klimaty browarowe i świetnie bawimy się majstrując kolejne barrelejdże z naszymi znajomymi, to pamiętamy, że trzeba czasami wychodzić ze swojej strefy komfortu. Nawet, jeśli siedzi się w niej bardzo wygodnie.
Z niejednej beczki kawę piliśmy i niejedno ziarno leżakowaliśmy, ale każdy projekt z tej serii łączył do tej pory wspólny mianownik – beczka była zawsze po czymś i po piwie. To zazwyczaj były destylaty (choć i wino się zdarzyło!), przepłukane solidnym RISem czy barleywinem przez kilka miesięcy.
- Czy to działało? No ba.
- Czy to powód, żeby ograniczać się jedynie do sprawdzonego schematu? No jasne, że nie!
Dlatego właśnie skorzystaliśmy z okazji i tym razem zrobiliśmy coś, czego jeszcze u nas nie było – kawę z beczki po destylacie. I to jakim!
Dzięki Bieszczadzkim Smakom i Hipisówce (o nich zaraz!) trafiła do nas świeżo opróżniona beczka, zalana wcześniej tylko raz, tylko destylatem z tarniny – dzikiej bieszczadzkiej śliwy – na równe 12 miesięcy.
Specjalnie do tego projektu wybraliśmy ziarna Kolumbii Finca El Puente – bardzo słodkiego i gęstego naturala – które wyleżakowaliśmy odrobinę krócej, niż zwykle, żeby wyciągnąć z drewna to, co najlepsze, przy zachowaniu kompleksowości ziarna. Jak wyszło?
Przede wszystkim ta kawa Barrel Aged ma w profilu mniej wanilii i ciężkiej słodyczy, a więcej nut owocowo-deserowych.
Wciąż jest zdecydowanie słodko (i to body, ta pełnia!) i likierowo (to, co najlepsze w mocnych alkoholach, ale bez żadnych %!), a oprócz tego pojawia się mnóstwo czerwonych owoców i pralin
To mniej więcej tak, jakby zagryzać Mon Cheri śliwkami w czekoladzie, na zmianę z nugatowymi pralinami, popijając to dobrą tarninówką/wiśniówką/śliwowicą. Lub koktajlem wszystkich NARAZ. Czyli dość bogato!
Zachęciliśmy?
To spróbuj pierwszej w historii HAYB kawy z nie-piwnej beczki!
_
Hipisówka to najbardziej na południe wysunięta kawiarnia speciality w Polsce i jednocześnie jedyna taka, która znajduje się pośrodku niczego w dzikich Bieszczadach.
Poza kawową zajawką, życie Hipisówki kręci się dookoła muzyki i alkoholu. Muzyka to regularne koncerty, a alkohol jest produkowany przez jej właściciela w drugiej firmie – Bieszczadzkich Smakach. To mała, rodzinna manufaktura, która zajmuje się głównie tworzeniem oryginalnych nalewek, ale od paru lat regularnie bierze się też za destylaty.
Jednym z tych destylatów jest mocarne T52, którego bazą są owoce tarniny. Żeby dodatkowo podkręcić jego smak, 100 litrów destylatu jest wlewane do dębowej beczki – tak, to TA BECZKA – dzięki czemu jego smak jest bardziej szlachetny i unikatowy,

