Etiopski Panteon poszerzony!
Czekasz na specjały z Etiopii? Już. JUŻ SĄ!
Wjeżdża dystrykt Gedeb – znów, niezawodnie! Po raz kolejny kawka stamtąd kradnie nam kubki smakowe i serduszka!
To natural, ale jakby washed. Mimo, że cały proces obróbki kawy przebiegł prawilnie, jak na naturala przystało, to kawa w smaku jest czysta, delikatna, z długim jaśminowym posmakiem.
Etiopie mają mocną reprezentację w moich prywatnych kawowych mistrzostwach. Wcześniej rewelacyjna Duwancho, wyjątkowa Malawo, a teraz Chelbesa – no chwilo trwaj wiecznie!
Mały tip co do parzenia tej kawy – ziarna z Etiopii są małe i gęste, twardsze w porównaniu do kaw z innych krajów. Mielę je zawsze trochę grubiej, przygotowywując dripa. Nie dlatego, że są małymi twardzielami, a dlatego, że przy tym samym zmieleniu etiopskie kawy parzą się dłużej (często się przeparzając), co zabija eleganckie kwiatowe nuty.
Jestem zwolennikiem zasady „im drobniej, tym lepiej”, jednak w tym przypadku przestaw swój młynek na nieco grubsze mielenie, będzie pysznie!

