Kawa z farmy z jamniczkiem.
Z farmy, gdzie bracia pokazują mi swoje ulubione odmiany, ojciec zbiera owoce, a kawałek dalej pachną suszące się wiśnie. Pamiętam cupping na tej farmie, ale bardziej pamiętam obiad i głaskanie pieska. Pamiętam trudny dojazd i ciepłe przyjęcie. W Sarchí rodzina Duran udowadnia, że genów nie oszukasz. Eduardo i jego synowie to zgrana ekipa. Kendall i Arnold na co dzień pracują jako programiści, ale przez ostatni rok zamiast klikać w biurze budowali z ojcem własny mikro-młyn. Szacun!
Postawili na tradycję – zamiast drogiego, mechanicznego urządzenia, które poleruje ziarna do cna, wybrali klasyczny depulper. Do tego dołożyli nową szklarnię, żeby ich mikroloty miały gdzie „odpoczywać”. Ta konkretna partia Black Honey suszyła się na podwyższonych łożach przez równe trzy tygodnie. Ręczna robota, bez żadnych skrótów. Bez kodów.

