Elegancja prosto z Tanzanii
Zastanawialiście się kiedyś, jak kawa w ogóle trafiła do Tanzanii? Nie wzięła się tam z przypadku! Choć dzika robusta rosła w okolicach Jeziora Wiktorii od wieków, to uprawę arabiki „rozbujały” misje katolickie (jezuici) pod koniec XIX wieku. To im zawdzięczamy to, że dziś możemy siorbać te genialne ziarna z regionu Mbeya. Dzięki, panowie!
Tanzania to nie jest kawowy gigant w stylu Brazylii – produkuje rocznie około 1 miliona worków kawy (co stanowi mniej więcej 0,6–1% światowej produkcji). Ale wiecie, jak to mówią: liczy się jakość, nie ilość. To kraj małych plantatorów, gdzie każda partia, taka jak Sambawe, jest dopieszczana ręcznie. Jeśli szukasz w kawie czystości i elegancji, to Tanzania Sambawe właśnie melduje się w Twoim dripperze. To nie jest kawa, która krzyczy, ale kawa, która wchodzi z klasą i robi robotę od pierwszego parzenia.

